29 paź 2017

Ma zęby w ksztalcie rogów i jest pająkiem.Mało?Żył w czasach dinozaurów

W erze dinozaurów dwa pająki wpadły do kałuży z żywicy drzewa.Po milionach lat tkwienia w żywicy,dobrze zachowana para została zidentyfikowana jako członkowie nowego gatunku pajęczaków.Szacuje się,że te prastare pająki liczą sobie mniej więcej 99 milionów lat.Mają niezwykle długie wypustki,które rozciągają się od górnej skorupy albo pancerza,oraz zęby w kształcie rogu.Ten wymarły już pająk,znaleziony w kawałku bursztynu,został dodany do rodziny Tetrablemmidae,do której należy cała gama malutkich,mocno uzbrojonych pająków mieszkających w regionach tropikalnych lub subtropikalnych,głównie na półkuli południowej.Naukowcy nazwali ten gatunek Electroblemma bifida nazwa częściowo odnosi się do charakterystycznej podwójnie rozdzielonej końcówki na końcu pancerza.To wyjątkowo dziwna forma tej rodziny opancerzonych pająków twierdzi Paul Selden,paleontolog bezkręgowców na Uniwersytecie Kansas,którego zespół opisał ten nowy gatunek w artykule opublikowanym online w czerwcowym wydaniu czasopisma Cretaceous research.
Wysoko osadzone oczy?
Pomimo iż pancerz ochronny jest relatywnie powszechny wśród żyjących członków tej samej rodziny twierdzi Selden jego rozmiar u tego gatunku jest wyjątkowo duży,nawet porównując do dzisiejszych standardów.Choć wystająca część pancerza rozrasta się na końcu i ma cztery boki,Selden wierzy,że na niej osadzone były oczy pająka,choć nie widać tego w badanym okazie.Erin Saupe,paleobiolog na Uniwersytecie Yale nie był zaangażowany w badania,ale zgadza się z tą oceną i dodaje,że współczesny członek rodziny Tetrablemmidae ma oczy usadowione w podobnym miejscu.Z kolei zęby w przekonaniu Seldena są cechą seksualną,która umożliwia samcom i samicom tego gatunku wzajemne rozpoznawanie się.Choć inne samce należące do tej samej rodziny również posiadają zęby w kształcie rogu,nowy gatunek wyróżnia się odnogami na końcach.Zęby mogą być też używane do obrony i polowań.
Polowanie na skamieliny
Nowo odkryte gatunki są zatopione w birmańskim bursztynie,pochodzącym z Doliny Hukawng w północnej Birmie.Ten bursztyn jest stosowany od ponad 2000 lat w rzeźbiarstwie i innych sztukach informuje Ryan McKellar,kustosz paleontologii bezkręgowców w Royal Saskatchewan Museum.Przez ostatnie 20 lat kopalnie w Dolinie Hukawng stały się największym źródłem skamielin insektów i pajęczaków z okresu kredy,do dzisiaj wydobyto prawie 10 ton materiału.Selden wszedł w posiadanie nowego okazu pająka dzięki współautorowi badania Weiwei Zhangowi,który jest kolekcjonerem birmańskiego bursztynu.Okazy obecnie znajdują się na Capital Normal University w Pekinie,ale ostatecznie zostaną przekazane do Three Gorges Entomological Museum w chińskim Chongqing.Okazy znalezione w birmańskim bursztynie pomagają w zrozumieniu zróżnicowania biologicznego,roślinności i klimatu w późnym okresie kredy.Skamieliny są oknem do przeszłości i pozwalają zrozumieć czas i sposób dywersyfikacji życia na Ziemi podsumowuje Saupe w e-mailu.Poprzez studiowanie skamielin możemy sobie wyobrazić,skąd pewne grupy pochodzą i jak zmieniały się na przestrzeni czasu.Przykładowo naukowcy wiedzą,że dzisiejsze opancerzone pająki chronią się przed osami,które na nie polują wyjaśnia Selden.Jeśli takie osy znajdziemy w bursztynie birmańskim dodaje będziemy mieć dowód,że podobne stosunki między drapieżnikiem i ofiarą panowały już sto milionów lat temu.

Jak brzmiały najstarsze języki?Teraz możecie ich posłuchać

Współczesna nauka potrafi poradzić sobie z wieloma trudnymi do odcyfrowania alfabetami,na podstawie badań wiemy jak zmieniały się zapisy słów,ich wymowy.Ale czy naprawdę potrafimy odtworzyć brzmienie pierwotnych języków?Grupa naukowców z Cambridge i Oxfordu podeszła do sprawy w wyjątkowo ciekawy sposób.Żeby dotrzeć do korzeni Naszej mowy połączyli siły lingwiści z Oxfordu i matematycy z Cambridge.Ich badania mają doprowadzić Nas do usłyszenia prajęzyka,którym mówili ludzie na początku zasiedlania Europy.To z niego wyewoluują inne języki tego kontynentu.Jak pracują?W uproszczeniu:lingwiści i matematycy wspólnie podchodzą do dźwięków jak do figur o konkretnych cechach,nadają głoskom numery i zmieniają słowa na kod liczbowy.Porównując je z pokrewnymi słowami w innych językach szukają punktu wspólnego i ostatecznie uzyskują brzmienie,które najprawdopodobniej wychodziło z ust ludzi nawet 8 tysięcy lat temu.

Czytanie ze szczęki?To nie wróżby,to działa.Pokażcie mi swoje zęby,a powiem Wam jak żyliście

Po setkach lat z zębów można wyczytać stan zdrowia ich posiadacza,na przykład niedobór witaminy D,wynikły z niedoboru słońca dowodzą naukowcy na łamach pisma„Journal of Archaeological Science”.Analiza mikroskopowej struktury zębów pozwala na zidentyfikowanie niedoboru witaminy D w organizmie,nawet po kilkuset latach od śmierci dowodzą kanadyjscy antropolodzy.Naukowcy odkryli,że kiedy organizm jest pozbawiony dostatecznego poziomu witaminy D,pozostawia to ślad w zębinie,tkance zęba leżącej pod szkliwem.Te ślady odkładają się warstwami,niczym przyrastające pierścienie w pniach drzew."Wszyscy jesteśmy świadomi znaczenia witaminy D,jednak nie mieliśmy jak dotąd tak precyzyjnego sposobu mierzenia tego,co działo się z ludźmi i kiedy"wyjaśnia antropolożka,Lori D'Ortenzio z McMaster University w Kanadzie.Niedobór witaminy D może prowadzić do krzywicy,na którą obecnie cierpi miliard ludzi na Ziemi.Wiele przypadków krzywicy wywołanych jest niedoborem światła słonecznego.Naukowcy badali zębinę pochodzącą ze szkieletów z kanadyjskiej prowincji Quebec i z Francji z XVII i XVIII w.porównując wyniki badań z grupą kontrolną z dzisiejszych czasów.Okazało się,że w jednym przypadku mężczyzna z Quebecu cierpiał na krzywicę.

Mit dotyczący nowotworów obalony.To wcale nie jest"cena"nowoczesnej cywilizacji

W bogatym w skamieliny regionie Południowej Afryki zwanej często Kolebką Ludzkości odkryto najstarszy przypadek choroby,która wciąż pozostaje najgorszą zmorą człowieka.Za pomocą modelowania trójwymiarowego naukowcy zdiagnozowali złośliwego raka w kości stopy należącej do człowieka,który zmarł miedzy 1,6 a 1,8 mln lat temu.Odkrycie,opublikowane w South African Journal of Science,oznacza,że choć nowoczesny styl życia oraz industrializacja wcale nie są głównymi czynnikami wywołującymi nowotwory.Ich tajemnica tkwi znacznie głębiej,ukryta w Naszej ewolucyjnej przeszłości.Możesz przejść na dietę paleo,możesz żyć w tak czysty i odpowiedzialny sposób jak tylko się da,ale podatność na te choroby jest prastara i tkwi w Nas niezależnie od tego,co ze sobą robimy mówi Edward Odes z University of the Witwatersrand,współautor badań.
Upiorna groźba
Dokładne źródła raka to wciąż przedmiot debaty,także ze względu na brak mocnych historycznych dowodów.Prawdopodobnie najwcześniejszą relacją na temat tej choroby jest ta sporządzona przez staroegipskiego lekarza Imhotepa.Żył on około 2600 lat przed Chrystusem,w swoich zapiskach donosił o leczonym przypadku“napęczniałej masy w brzuchu”,która nijak nie poddawała się terapiom.Najstarsze teksty jednak zawierają bardzo niewiele dokładnych opisów choroby,szczegółów anatomicznych guzów.Zmieni się to dopiero w XVIII wieku.Dlaczego zatem ludzkość uważa,że rak to stosunkowo nowe zagrożenie?Prawdopodobnie dlatego,że dotyka najczęściej osoby po 65 roku życia.W poprzednich epokach ludzie zwyczajnie rzadko dożywali takiego wieku.To nie cywilizacja stworzyła raka pisze Siddhartha Mukherjee w książce“Rak,cesarz wszystkich chorób”Ale wydłużenie życia człowieka dzięki cywilizacji go odkryło.Ślady nowotworów były do tej pory także bardzo rzadko spotykane także wśród skamieniałości,które zachowują jedynie mikro urazy w kościach tych,którzy żyli w danym okresie.Niektórzy badacze próbowali szukać odpowiedzi w mumiach,gdzie istniała szansa przebadania zakonserwowanej tkanki miękkiej.W 1990 roku,na przykład,sekcje tysiącletnich mumii w Peru pokazały przypadek kobiety około 30-tki z guzem na lewym ramieniu.Nowotwór był tak wielki,że przebił się przez jej skórę jeszcze za życia.Praktyka mumifikacji ma już kilka tysięcy lat,podczas gdy skamieliny przybliżają Nam wydarzenia odległe nawet o miliony.Obecnie Odes,wraz z zespołem,jest przekonany,że kość znaleziona w Swartkrans niedaleko Johannesburga jest najstarszym przykładem takiego nowotworu.

Nadchodzi prawdziwa"Seksmisja".Za 20-40 lat seks będzie tylko dla przyjemności.A dzieci?Każde"z probówki"

Znany genetyk ze Stanford University publikuje książkę,w której przewiduje koniec seksu dla prokreacji w rozwiniętych społeczeństwach.Czy to tylko fantastyka naukowa?Okazuje się,że nie do końca.Seks?Seks oczywiście będzie nadal,ale za 20-40 lat większości parom nie będzie już służył do prokreacji prognozuje prof.Henry T.Greely w książce„The End of Sex and the Future of Human Reproduction”,która niedawno ukazała się w USA.Prof. Henry Greely jest prawnikiem i genetykiem Stanford University oraz jednym z najbardziej znanych bioetyków.Jego najnowsza książka jest kolejną zapowiedzią budzącego kontrowersje nowego wspaniałego świata,który już na początku lat 30 XX w.zapowiadał Aldous Huxley w głośnej powieści„Brave New World”.W Nowym Świecie ludzie żyją według nowych reguł,wyznaczonych przez naukę,a ci którzy nadal kierują się naturalnym porządkiem,są na jego obrzeżach.W Nowej Republice wszystko jest uregulowane i kontrolowane od poczęcia aż do śmierci człowieka.Dla prof.Greely nowy porządek ma wyznaczać sztuczna prokreacja,która na razie wykorzystywana jest do leczenia niepłodności,jednak coraz bardziej będą nią zainteresowani ludzie,którzy mogą począć potomstwo w sposób naturalny.Bo najnowsze metody wspomagania rozrodu dają coś czego nie ma w prokreacji naturalnej:możliwość kontrolowania narodzin własnego potomstwa.Amerykański specjalista twierdzi,że w ciągu 20-40 lat w krajach najbardziej uprzemysłowionych większość dzieci będzie przychodziła na świat po zapłodnieniu pozaustrojowym.Na etapie zarodkowym ich DNA zostanie zsekwencjonowane i sprawdzone,czy nie ma w nim wadliwych genów,odpowiedzialnych za poważne choroby.Będą się rodzić wyłącznie zdrowe dzieci,niekoniecznie tylko o blond włosach i niebieskich oczach.Rodzice zawsze byli zainteresowani tym,żeby ich dzieci przychodziły na świat zdrowe.Postęp w medycynie reprodukcyjnej sprawił,że mogą sięgnąć po narzędzia,które to umożliwiają.Są to zarówno różnego typu metody sztucznego zapłodnienia,jak tzw.diagnostyka preimplantacyjna,pozwalająca wykryć wadliwe geny wywołujące groźne choroby.Wiąże się z tym konieczność dokonywania selekcji zarodków,ale w Europie Zachodniej usuwanych jest wiele ciąż w razie wykrycia badaniem prenatalnym wady genetycznej lub anatomicznej płodu,takiej jak zespół Downa czy tzw.serce jednokomorowe.Prof.Greely twierdzi,że w nowych czasach ta selekcja będzie się odbywała już na etapie zarodkowym.Czy jednak mieszkańcy najbardziej rozwiniętych krajów faktycznie są tak bardzo zainteresowani nowymi technikami doskonalenia człowieka?Według opublikowanego 26 lipca 2016 r.sondażu Pew Research Center,większość Amerykanów jest zaniepokojonych postępem różnego typu medycznych technologii umożliwiających doskonalenie ludzi.Pytano o metodę edytowania(modyfikowania)genów na etapie zarodkowym,by uwolnić dziecko od jakieś choroby genetycznej,wszczepianie chipów zwiększających zdolności intelektualne,oraz zastosowania sztucznej krwi dla poprawienia wyników sportowych.Sondaż przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 4,7 tys.dorosłych Amerykanów.68 proc.badanych stwierdziło jest zaniepokojonych możliwością manipulowaniem genami w leczeniu chorób genetycznych na etapie zarodkowym.Choć prawie połowa przyznała,że odnosi się do tego entuzjastycznie.Kiedy jednak zapytano Amerykanów czy zastosowaliby tę metodę,by uzyskać zdrowe własne potomstwo,50 proc.była temu przeciwna,a 48 proc.badanych rozważyłoby taką opcję.69 proc.ankietowanych zaniepokojonych jest wykorzystaniem chipów do poprawiania wydolności umysłowej ludzi,a 34 proc.jest tym zainteresowana.Podobnie wypadł sondaż dotyczący użycia w sporcie sztucznej krwi:63 proc.obawia się tego,ale 36 proc.odnosi się do tego pozytywnie.Autorzy sondażu zwracają uwagę,że bardziej jesteśmy skłonni do tego,żeby wykorzystywać technologie wtedy,gdy wyrównują one szanse między ludźmi,aniżeli do tego,żeby zdobywać przewagę nad innymi.Aldous Huxley napisał„Nowy wspaniały świat”krytykując porządek,w którym wszystko jest kontrolowane.„Szczęśliwi ludzie to tacy,którzy nie są świadomi lepszych i większych możliwości,żyją we własnych światach odpowiednio skrojonych do ich predyspozycji”napisał autor tej antyutopii.

Skąd się biorą loki?Jest kilka czynników

Burza loków,loczków i fal na głowie nie do okiełznania?To nie tylko Wasz problem.Sprawa skrętu na włosach od lat zajmuje fizyków i inżynierów.To,że włos się kręci,zależy od kilku oddziałujących na siebie czynników ciężaru,układu włókien i rodzaju mieszków,z których wyrastają włosy.Asymetryczne mieszki nadają włosom skręt,okrągłe zaś sprawiają,że są proste.Do tego im dłuższe loki,tym bardziej złożona jest ich struktura.Tak wynika z raportu opublikowanego przez Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne.Proste włosy,wyrastając z głowy,układają się linearnie w dół,kręcone zaś rosną w sposób niekontrolowany,tworząc opadające,wznoszące się bądź zawracające spirale.Ta wyjątkowa geometria sprawia,że loki gorzej znoszą wysokie temperatury,jakim poddawane są podczas stylizacji.Naukowcy z Purdue University badają,dlaczego proste włosy opierają się gorącu,a zakręcone są bardziej narażone na spalenie.Celem zespołu z Purdue jest ustalenie temperatury,która podczas stylizacji poprawiałaby kondycję czupryny.

Nie uwierzycie do czego mogą Nam się przydać.Dlaczego naukowcy stworzyli minimózgi?

Hodowle komórkowe w postaci mini mózgów z przeprogramowanych komórek ludzkiej skóry,które działają prawidłowo nawet po rozmrożeniu,mogą przydać się przy badaniu choroby Parkinsona,autyzmu czy Ziki pokazują amerykańskie badania.Podczas eksperymentów medycznych i testowania leków ważne jest to,by naukowcy dysponowali wystandaryzowanymi hodowlami komórkowymi.Dzięki temu oryginalne warunki doświadczenia mogą być później odtworzone przez kolejne zespoły badaczy.Tymczasem dotychczasowe hodowle komórkowe nie są idealne.Jeśli opracowano je lata temu(a bywają linie komórkowe używane w tysiącach różnych doświadczeń),jest szansa,że w danej linii komórkowej nastąpiły mutacje i zmienił się genom,przez co kolejnym zespołom trudno powtórzyć eksperyment.Zespół dr.Thomasa Hartunga z amerykańskiej John Hopkins Bloomberg School of Public Health wpadł na pomysł,by w eksperymentach wykorzystywać...minimózgi hodowane z ludzkich komórek.O minimózgach opowiadał on podczas konferencji ESOF(European Science Open Forum)w Manchesterze."Potrzebne Nam hodowle na miarę XXI wieku"dodał."Nie chcemy hodowli komórkowych,które wyglądają jak jajka sadzone"stwierdził badacz.
Jak powstaje mini mózg?
Od dowolnego dawcy pobierane są komórki skóry.Są one przeprogramowane tak,że stają się komórkami macierzystymi,a z nich z kolei tworzone są komórki mózgowe.Rosną one w kontrolowanych warunkach w wytrząsarkach i po trzech miesiącach tworzą kuleczki złożone z ok.20 tys.komórek.Każda taka kuleczka ma średnicę ok.0,35 mm ledwo więc ją widać gołym okiem.To jednak w zupełności wystarczy,żeby obserwować działanie neuronów np.po podaniu określonych farmaceutyków.A dzięki temu,że minimózgi są maleńkie,nie ma problemów z odżywianiem wszystkich komórek,z których się składają do wnętrza minimózgów bez problemu transportowany jest tlen i substancje odżywcze.
"Nie za bardzo mają o czym myśleć"
Komórki w takiej hodowli są w pełni funkcjonalne istnieją w nich różne typy neuronów,które spontanicznie formują obwody elektrofizjologiczne i widać w nich aktywność elektryczną."Można powiedzieć,że te komórki myślą.Chociaż prawdę powiedziawszy,nie za bardzo mają o czym myśleć nie mają danych wejściowych"przyznał Hartung.Dużym plusem takiej hodowli jest fakt,że minimózgi można zamrozić,a po rozmrożeniu organoidy dalej funkcjonują prawidłowo.Dzięki temu hodowle komórkowe można bezpiecznie przechowywać przez dłuższy czas i łatwiej transportować je na duże odległości.Komercyjnym wytwarzaniem takich linii komórkowych zajmuje się spółka Oranome LLC spin-off powstały przy John Hopkins Bloomberg School of Public Health.Poza tym minimózgi wytworzyć można z komórek skóry dowolnego dawcy a więc np.o takim profilu genetycznym,który odpowiada tematyce badań.Komórki skóry pobrać można np.od osoby z chorobą Parkinsona,aby wytworzyć całą linię komórkową minimózgów i badać działanie neuronów w chorobie Parkinsona.Minimózgi już teraz używane są do badań nad autyzmem,nad wirusem Zika czy nad mechanizmami związanymi z zespołem Downa.
Co dalej?
Dr Hartung zaznaczył,że badacze mogliby stworzyć hodowle komórkowe o wiele bardziej wysublimowane a więc np.minimózgi większe i o bardziej skomplikowanej strukturze.To jednak sprawiłoby,że mózgi nie byłyby identyczne zaczynałyby się różnicować.Zdaniem brytyjskiego badacza wytworzenie takich"ferrari"wśród hodowli komórkowych wcale nie jest naukowcom potrzebne.Znacznie bardziej istotne jest opracowanie czegoś na miarę"mini coopera"wystandaryzowanego auta,które można produkować masowo i które zawsze wygląda tak samo.Dzięki temu kolejni badacze pracujący nad podobnymi zagadnieniami będą mogli powtórzyć eksperyment i uzyskać wyniki takie jak ich poprzednicy.

19 paź 2017

Jak zarobić swój pierwszy milion dolarów?Naukowcy stworzyli sztuczną trzustkę i ogłosili zbiórkę.Efekt przerósł oczekiwania

Internetowe zbiórki,jak widać,sprawdzają się nie tylko w przypadku gier,muzyki czy innych gałęzi rozrywki.Pokazał to ogromny sukces naukowców,którzy stworzyli sztuczną trzustkę.Amerykański startup oferujący sztuczną trzustkę,sprzedał akcje o łącznej wartości 1 mln dolarów podczas zbiórki społecznościowej na portalu Wefunder donosi„MIT Technology Review”.Oferowane przez startup Beta Bionics urządzenie stanowi jedną z prób komercjalizacji technologii sztucznej trzustki systemu monitorującego poziom glukozy we krwi i samodzielnie dawkującego insulinę.Urządzenie o nazwie iLet zostało stworzone przez Edwarda Damiano,profesora inżynierii biomedycznej z Uniwersytetu w Bostonie.Zbiórka mogła się odbyć dzięki nowym przepisom,obowiązującym w USA od maja tego roku,które pozwalają prywatnym firmom sprzedawać udziały osobom prywatnym zamiast tylko profesjonalnym inwestorom.Beta Bionics jest pierwszą firmą,która zdołała w oparciu o nowe zasady zebrać 1 mln dolarów,czyli maksymalną roczną kwotę inwestycji."W modelu chodzi o to,żeby wielu zwyczajnych ludzi zainwestowało małe kwoty,w odróżnieniu od dużych inwestycji dokonywanych przez tradycyjną finansową infrastrukturę”tłumaczy„MIT Tech Review”Marc A.Leaf,były członek amerykańskiej Securities and Exchange Commission komisji papierów wartościowych i giełd.Twórca iLet podkreśla,że zbiórka była w jego zamierzeniu skierowana do„inwestorów motywowanych idealizmem”oraz do ludzi dotkniętych cukrzycą typu 1.„MIT Tech Review”dodaje,że cieszyła się ona zainteresowaniem zarówno wśród chorych na cukrzycę typu 1,jak i badaczy zajmujących się tą chorobą wielu spośród prywatnych inwestorów pochodzi właśnie z tych dwóch grup.Równocześnie jednak pismo zaznacza,że fundusze społecznościowe stanowią jedynie część inwestycji w Beta Bionics;już wcześniej 5 proc.udziałów zostało zakupionych przez firmę farmaceutyczną Eli Lilly za kwotę 5 mln dolarów.Beta Bionics konkurować będzie z innymi firmami przygotowującymi się do wejścia na rynek ze sztucznymi trzustkami własnej produkcji.Wśród nich znajdować się będzie m.in.urządzenie firmy Medtronic,która wg doniesień może trafić do sprzedaży jeszcze w 2017 r.

"Powinniśmy ostrzegać przed mięsem,jak przed cukrem"alarmują dietetycy

Mięso przyczynia się do rozwoju otyłości w takim samym stopniu,jak cukier i na równi z nim odpowiada za światową epidemię tej choroby uważają naukowcy z Australii.Wyniki badania przeprowadzonego na University of Adelaide ukazały się na łamach dwóch niezależnych czasopism:„BMC Nutrition” i „Journal of Nutrition&Food Sciences”.Eksperci z Wydziału Anatomii Porównawczej i Ewolucji Człowieka badali związek pomiędzy otyłością a konsumpcją mięsa w 170 krajach świata.„Przeprowadziliśmy bardzo obszerną analizę we wszystkich tych krajach i odkryliśmy,że spożycie cukru może odpowiadać za rozwój otyłości w około 50 proc.Za pozostałe 50 proc.odpowiada mięso"opowiada prof.Maciej Henneberg,główny autor badania."Po uwzględnieniu czynników zewnętrznych i wyeliminowaniu różnic wynikających m.in.z poziomu dobrobytu w poszczególnych krajach(mierzonego produktem krajowym brutto),poziomu urbanizacji,średniego zużycia kalorii i podejścia do aktywności fizycznej,które to czynniki mogą w znacznym stopniu przyczynić się do przyrostu masy ciała,cukier nadal pozostał ważnym czynnikiem warunkującym rozwój otyłości na poziomie 13 proc.Mięso analogicznie pozostało winne w tym samym stopniu,co cukier,co oznacza,że także odpowiada za rozwój otyłości w 13 proc.”relacjonuje.„Chociaż uważamy,że zasadne i ważne jest ostrzeganie społeczeństwa przed nadmiernym spożyciem cukru oraz niektórych tłuszczów,to na podstawie otrzymanych wyników sugerujemy,aby także białko z mięsa uznać za równie istotny czynnik rozwoju otyłości u ludzi”mówi prof.Henneberg.
Dogmaty do obalenia
„Jest to swoisty dogmat,że tłuszcze i węglowodany,a zwłaszcza tłuszcze,są głównymi winnymi narastającej epidemii otyłości dodaje dr Wenpeng You,doktorant prof.Henneberg i jeden z głównych współautorów badania.Jednak,czy Nam się to podoba,czy nie,prawda jest taka,że tłuszcze i węglowodany w diecie współczesnego człowieka dostarczają wystarczającej ilości energii,żeby zaspokoić Nasze codzienne potrzeby.Ponieważ białko mięsa jest trawione później niż tłuszcze i węglowodany,energia,jaką z niego otrzymujemy,stanowi nadwyżkę.Tę nadwyżkę,której organizm nie potrzebuje,więc przekształca ją w tłuszcz i magazynuje w postaci tkanki tłuszczowej”.Jak przypomina You,powstało już kilka prac naukowych dowodzących,że spożycie mięsa jest ściśle związane z otyłością.Jednak ich autorzy domniemywali często,że to przez wysoką zawartość tłuszczu w mięsie.„Tymczasem my uważamy coś przeciwnego:to zawarte w mięsie białko w sposób bezpośredni przyczynia się bezpośrednio do postania otyłości”wyjaśnia naukowiec.„Oczywiście nie chcemy,aby Nasze wyniki interpretować w ten sposób,że można do woli jeść tłuszcze i węglowodany i nic Nam się nie stanie.To byłoby nieodpowiedzialne.Nadmierne spożycie produktów z tych grup także może zaszkodzić Naszemu zdrowiu”zastrzega prof.Henneberg.„Niemniej jednak ważne jest,aby przekazać społeczeństwu,że białko mięsa odgrywa bardzo dużą rolę w rozwoju otyłości.To,co udało Nam się wykazać w omawianym badaniu,pozwala lepiej zrozumieć,co się dzieje w organizmie człowieka na skutek nadmiaru tego składnika w diecie.W dzisiejszych czasach,aby ograniczyć problem otyłości,sensownym jest ostrzeganie przed nadmiernym spożyciem cukru,ale też wdrożenie oficjalnych wytycznych zalecających ograniczenie spożycia mięsa”podsumowuje autor badania.

Żyjecie w luksusie?Macie więcej robaków niż biedni!Nie uwierzycie,gdy przeczytacie dlaczego

Nowe badania potwierdzają teorię„efektu luksusu”,zgodnie z którą bogatsze dzielnice odznaczają się większym zróżnicowaniem biologicznym.Tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w domu sami.Nawet wtedy,kiedy wydaje Wam się,że możecie nacieszyć się paroma chwilami błogiej samotności,macie w domu więcej malutkich lokatorów niż się może wydawać przypomina entomolog Misha Leong.Większość swojego czasu ekolodzy spędzają na studiowaniu dalekich egzotycznych miejsc.Rzadko kiedy myślimy o dzikiej naturze,którą mamy w Naszych domach zauważa Leong,pracownik naukowy ze stopniem doktora z California Academy of Sciences.Tak naprawdę w pomieszczeniach również jesteśmy otoczeni dziką przyrodą,zwłaszcza insektami.Nowe badania wykazują,że w bogatszych domostwach mieszka więcej typów stawonogów do których należą insekty i pająki niż w tych mniej zamożnych.Choć Amerykanie uwielbiają otwarte przestrzenie,coraz więcej czasu spędzają w zamknięciu około 90 procent czasu,jak wynika z nowych oszacowań.A naukowcy wiedzą stosunkowo niewiele o ekologii siedlisk,które stworzyliśmy sami dla siebie.Badania z 2003 roku wykazały,że zamożne dzielnice mają większą różnorodność wegetacyjną niż te biedniejsze zjawisko to ekolog Ann Kinzig nazywa„efektem luksusu”.Od tej pory naukowcy bardziej zagłębiają się w efekt luksusu i badają,w jaki sposób dochody indywidualnych mieszkańców i całych dzielnic wpływają na różnorodność biologiczną.
Insekty są wśród Nas
Leong i inni naukowcy chcieli jednak zbadać efekt luksusu w domowych warunkach.Jako część większego projektu o domowych stawonogach,naukowcy zebrali próbki w 50 losowo wybranych domach z Raleigh w Karolinie Północnej,które reprezentowały przekrój ekonomiczny regionu.Nie zaglądaliśmy do szuflad czy szaf w poszukiwaniu sekretów żartuje Leong ale spędziliśmy dużo czasu na kolanach w poszukiwaniu owadów.Zebranie próbek w jednym pomieszczeniu zabierało im około pół godziny.Naukowcy nie liczyli całkowitej liczny stawonogów w domu,jedynie liczbę obecnych gatunków.Średnio każdy dom gościł 61 odmiennych rodzin stawonogów niektóre z nich mogły w środku przeżyć nawet całe życie.Badania opublikowane 2 sierpnia w czasopiśmie naukowym Biology Letters,wykazały,że w bogatszych domach żyje średnio sto typów stawonogów,z kolei w mniej zamożnych domach 50 nawet jeśli bierze się pod uwagę również powierzchnię domu.Choć przyczyny tej zależności są nieznane,mogą mieć związek z tym,że bogatsze domy z reguły mają większe podwórka z większą liczbą gatunków roślin,co z kolei może prowadzić do większej liczby stawonogów.
Ubogie w naturę
To badanie jest częścią zupełnie nowego świata ekologii miasta wyjaśnia Jeff Ackley,pracownik naukowy zajmujący się ekologią miasta na Arizona State University,który nie brał udziału w badaniu.Takie badania są„budowaniem nowego spojrzenia na miasta”,które obejmuje nie tylko tereny otaczające Nasze domy,ale i ekosystemy wewnątrz domów dodaje.Ackley postrzega nowe odkrycia również jako temat dotyczący sprawiedliwości społecznej.Niektóre dzielnice są zubożałe nie tylko pod względem finansowym,ale i różnorodności biologicznej tłumaczy.Przykładowo,istnieją badania wskazujące na to,że przebywanie w bliskości z naturą może poprawić zdrowie fizyczne i psychiczne.Na koniec,na wypadek nagłej potrzeby odkurzenia swojego domu w celu pozbycia się niewidocznych małych mieszkańców,Leong dodaje na pocieszenie:„Wiele gatunków jest całkowicie nieszkodliwych;nawet domy,które wydawały się zupełnie czyste,zamieszkiwane były przez mnóstwo insektów”.

Milionerka zafascynowana zbrodniami odtwarza je w niesamowitych miniaturach.Piękne,ale trochę straszne

Milionerka zafascynowana zbrodniami odtwarza je w niesamowitych miniaturach.Piękne,ale trochę straszne.Kolekcja zatytułowana The Nutshell Studies of Unexplained Death przedstawia prawdziwe morderstwa w miniaturze.Na pierwszy rzut oka miniatury w biurze lekarza wojskowego w Maryland wyglądają jak zwykłe domki na lalek.Jednak wystarczy spojrzeć do środka,by zobaczyć,że każda miniatura przedstawia starannie wykonane miejsce zbrodni łącznie z maleńkimi narzędziami i miniaturowymi śladami zbrodni.I wszystkie opierają się na prawdziwych przestępstwach.Frances Glessner Lee,dziedziczka fortuny firmy produkującej traktory i sprzęt rolniczy International Harvester,miała obsesję na punkcie dochodzeń w sprawach karnych.Ku przerażeniu swojej rodziny,Frances większość życia wydając przy tym małą fortunę spędziła na budowaniu makiet przedstawiających miejsca prawdziwych morderstw z Nowej Anglii i włączała do nich dowody ze śledztwa.Makiet wciąż używa się podczas szkoleń nowych śledczych przy analizowaniu miejsc zbrodni.Nawet w dzisiejszych czasach tropy zawarte w makietach stanowią ściśle strzeżone tajemnice. Glessner Lee nazywała te sceny Nutshell Studies of Unexplained Death i budowała je w ważnym celu:by ze zwyczajnych policjantów zrobić elitarnych śledczych zajmujących się zabójstwami.Stworzyła wydział medycyny sądowej na Harwardzie i tygodniowe seminarium,wciąż co roku organizowane w Baltimore,podczas którego używa się makiet,by uczyć sztuki obserwacji i analizy miejsc zbrodni.Te makiety nie tylko miały być używane do szkolenia śledczych.Dzięki nim Glessner Lee poradziła sobie z wizerunkiem outsiderki i stała się szanowanym kryminologiem w swoich czasach.Obecnie często nazywa się ją„matką nauk sądowych”.Glessner Lee budowała makiety w latach 40 i 50 ubiegłego stulecia w pomniejszonej skali,zmniejszając szczegóły wyciągnięte z raportów z autopsji,dokumentacji policyjnej i zeznań świadków okraszając je dozą tajemniczości.Czasami zmieniała nazwiska i daty w opisach scen i swobodnie traktowała elementy,które nie były istotne w śledztwie,jak tapety i wystrój wnętrz.Na niektóre miniatury wydała tyle,ile w tamtych czasach mógł kosztować normalnych rozmiarów dom twierdzi Bruce Goldfarb,asystent głównego lekarza sądowego w Maryland i w praktyce opiekun makiet.Nie miały przypominać zabawek.Makiety miały być jak najbardziej realistyczne podkreśla Goldfarb.|

Kobiety są jak orki?My tak nie uważamy,ale jest takie badanie...

Badania nad drapieżnymi waleniami orkami mogą pomóc w wyjaśnieniu zjawiska menopauzy informuje serwis BBC News.Orka(Orcinus orca)to gatunek ssaka z rodziny delfinowatych o charakterystycznym czarno-białym ubarwieniu.Samce dorastają do 9 metrów długości i 9 ton wagi,samice są nieco mniejsze.Podobnie jak w przypadku ludzi,samice orek przestają być zdolne do rozmnażania na długo przed końcem życia w wieku około 30-40 lat(żyją około 90 lat).Występowanie menopauzy stwierdzono tylko u kilku gatunków ssaków.Nawet długo żyjące słonie i wielkie małpy pozostają płodne przez większą cześć życia.Niektórzy naukowcy uważają,że kobieca menopauza to uboczny skutek długiego życia,inni,że wynika z uwarunkowań społecznych tak jak u orek.Naukowcy z uniwersytetów w Exeter i Yorku badają zachowanie orek podczas badań terenowych,używając m.in.dronów.Dzięki filmowaniu z powietrza można dokładnie śledzić społeczne interakcje w stadzie orek pomoc w polowaniu na zdobycz,interwencje podczas konfliktów,opiekę nad młodymi.Dzieci orek tworzą wraz z matką zwartą,nierozłączną grupę.Jak wykazały badania,starsze samice w okresie menopauzy przekazują innym członkom stada informacje pomocne w poszukiwaniu pokarmu,na przykład łososi.Jest to szczególnie ważne w okresach niedoboru pożywienia.Mogą też pomagać w rozwiązywaniu konfliktów.Wcześniejsze obserwacje(lata 1974-2010)dowiodły,że pomoc doświadczonej samicy szczególnie przydaje się jej własnym,dorosłym synom.W przypadku samca w wieku powyżej 30 lat śmierć matki prawie 14-krotnie zwiększała ryzyko zgonu w kolejnym roku.Dla córek utrata matki nie była aż tak niebezpieczna powyżej trzydziestki ryzyko rosło trzykrotnie,natomiast w przypadku samic poniżej 30 roku życia śmierć matki nie zmieniała wskaźnika przeżywalności.Naukowcy przypuszczają,że u kobiet menopauza pozwoliła uwolnionym od macierzyństwa kobietom zająć się wnukami,podczas gdy samice orek przez długie lata opiekują się własnym potomstwem.

Jeździsz na rowerze dla zdrowia?W mieście może Ci to raczej zaszkodzić

Każdy rowerzysta doskonale to zna:w jednej minucie spokojnie sobie pedałuje,a już chwilę później wdycha spaliny autobusu.W takiej sytuacji jedyne co można zrobić,to nie przestawać jechać i zignorować podmuch spalin.Niemniej teraz coraz więcej naukowców twierdzi,że wdychanie takich zanieczyszczeń może mieć poważne konsekwencje zdrowotne zarówno na krótką,jak i na dłuższą metę.Zespół naukowców z Uniwersytetu Columbia zaczął używać zestawu dostępnych urządzeń do osobistego monitoring,by zebrać więcej szczegółów na temat tego,jak zanieczyszczenie powietrza wpływa na zdrowie rowerzystów.Nowe badania wspólne przedsięwzięcie naukowców z Mailman School of Public Health i Lamont-Doherty Earth Observatory mają na celu pokazać dokładne dane o zdrowiu i zanieczyszczeniu minuta po minucie.Naukowcy wyposażyli rowerzystów w przylegające do ciała biometryczne koszulki,kamizelki z siatki z przyrządami kontrolującymi zanieczyszczenie powietrza,system naprowadzający współpracujący z oprogramowaniem GPS w telefonach oraz ciśnieniomierz.Razem wszystkie te instrumenty pomogą dokładnie ustalić,gdzie rowerzysta wdycha zanieczyszczenia i jak reagują na nie płuca i serce.Naprawdę staramy się zmierzyć,jak poruszanie się na rowerze w warunkach miejskich wpływa na zdrowie podkreśla biorący udział w badaniach Darby Jack,naukowiec zajmujący się zdrowiem środowiskowym na Universytecie Columbia.
Problem z zanieczyszczeniem
Przedstawiciele służby zdrowia szacują,że w samym Nowym Jorku pył ma wpływ na prawie 2 tysięcy przedwczesnych zgonów i ponad 6 tysięcy hospitalizacji rocznie.Najbardziej narażone są osoby młode i w starszym wieku,jak również osoby cierpiące na astmę i mające problemy z oddychaniem lub chorobą serca.Mamy silniki o spalaniu wewnętrznym emitujące pył,który wydobywa się z rury wydechowej,kiedy jedziemy wzdłuż chodników.I w pewien sposób emituje te cząsteczki pyłu prosto do Naszych płuc uważa niezależny ekspert Arden Pope,profesor ekonomii i epidemiolog z Brigham Young University.Cząsteczki zwłaszcza te drobne po tym,jak zostaną wyrzucone z rur wydechowych,są wdychane i gromadzone w płucach.Większość tych cząsteczek to czarny węgiel,choć pojazdy emitują również tlenki azotu i wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne.Badania wykazały,że długotrwały kontakt z tymi zanieczyszczającymi środowisko substancjami zwiększa ryzyko chorób serca i płuc,a krótkotrwały kontakt może powodować atak serca. Problem zwiększają dodatkowo ćwiczenia fizyczne.W czasie treningu wzrasta częstotliwość oddychania i więcej powietrza dostaje się do płuc.Przykładowo bieganie może zwiększyć objętość powietrza trzy-cztery razy,a intensywne ćwiczenia nawet jeszcze bardziej.Całe to dodatkowe powietrze sprowadza też do organizmu więcej szkodliwych substancji.Miejscy rowerzyści mogą się więc zastanawiać:w którym momencie ćwiczenia fizyczne bardziej szkodzą zdrowiu niż mu pomagają?Generalnie uważa się,że korzyści,jakie dają regularne ćwiczenia są większe niż ryzyko związane z substancjami zanieczyszczającymi środowisko,a najnowsze badania sugerują,że tak rzeczywiście jest“w dużej większości miejsc”.Przykładowo w takim mieście jak Nowy Jork,gdzie naturalne stężenia pyłu są poniżej średniej światowej,zdrowa osoba bez problemów z sercem czy płucami musiałaby jeździć na rowerze przez wiele godzin dzień w dzień,by negatywne skutki zanieczyszczenia przewyższyły korzyści zdrowotne,jakie dają ćwiczenia fizyczne.W związku z tym jedyny problem zdrowotny,jaki może wyniknąć z jazdy rowerem to obolałe pośladki po całym dniu jazdy.Jack ostrzega jednak,że analizowanie wyłącznie naturalnego stężenia pyłu może nie wystarczyć.Naprawdę można nie docenić ekspozycji na zanieczyszczenia u osób ćwiczących w miastach mówi.Zanieczyszczenie zmienia się w zależności od lokalizacji nie jest statyczne ani równomiernie rozłożone.I w miarę jak poruszamy się po mieście,kontakt z substancjami zanieczyszczającymi zmienia się wraz ze zmianą miejsca.Przedstawianie jednej wartości dla stężenia pyłu w całym mieście nie odzwierciedla stanu faktycznego wyjaśnia Patrick Ryan,niezależny epidemiolog w szpitalu dziecięcym Cincinnati Children’s Hospital Medical Center.

Ludzie mówili,że te przedmioty zniknęły.Ale tak naprawdę nigdy ich tam nie było!Eksperyment z iluzją

Psychologowie,z pomocą iluzjonistów,byli w stanie przekonać badanych,że widzieli oni zniknięcie przedmiotu,który tak naprawdę nigdy nie istniał.Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego(W.Brytania)dowiedli,że oczekiwania mogą skutecznie przesłonić wrażenia pochodzące ze zmysłów.Dzięki nagraniom przedstawiającym sztuczki magiczne badacze zdołali przekonać 1/3 osób biorących udział w badaniu,że na ekranie pojawił się obiekt,którego w rzeczywistości tam nie było.Niektórzy uczestnicy potrafili nawet nazwać nieistniejący przedmiot i byli bardzo zdziwieni,gdy niespodziewanie„zniknął”.„Większość trików zręcznościowych ma na celu zmylenie ludzi w kwestii lokalizacji obiektu,a ostatnimi czasy pojawia się coraz więcej badań psychologicznych,które ukazują,w jaki sposób magicy skłaniają Nasze umysły do ignorowania informacji zmysłowych.My postanowiliśmy pójść jeszcze dalej i sprawdzić,czy triki stosowane przez magików mogą zmylić ludzi w kwestii obiektów fantomowych takich,które nigdy nie istniały”mówi koordynator badania(DOI:10.3389/fpsyg.2016.00950)Matthew Tompkins.Psychologowie poprosili 420 ochotników o obejrzenie serii składającej się z pięciu krótkich filmów.Na pierwszych czterech nagraniach iluzjonista manipulował określonym obiektem w zależności od serii była to moneta,piłeczka,żeton,jedwabna chusteczka lub kredka.Magik wykonywał różne sztuczki,a na trzecim filmiku powstrzymywał się od stosowania forteli,żeby badacze mogli ocenić,czy uczestnicy są w stanie odróżnić trik od zwykłego działania.Na piątym nagraniu iluzjonista ponownie prezentował sztuczkę,lecz tym razem bez użycia żadnego przedmiotu.Aktor po prostu udawał,że nieistniejący obiekt znika.Wyniki badania pokazały,że 32 proc.ochotników było przekonanych,że na ostatnim(piątym)filmiku widziało jakiś przedmiot,który następnie zniknął.Ponad 10 proc.było gotowych nazwać nieistniejący obiekt.Ci,którzy uwierzyli,że coś widzieli,wyżej oceniali jakość magicznej sztuczki i twierdzili,iż wywołała ona u nich duże zaskoczenie.„Naszym zdaniem ludzie są skłonni mylić oczekiwania z odczuciami.W Naszym eksperymencie badani oczekiwali,że ujrzą kolejny film z kredką lub monetą.Oczekiwania były tak żywe,że zostały uznane za rzeczywistość”komentuje Tompkins.Naukowcy uważają,że badania nad mechanizmami iluzji mogą mieć praktyczne zastosowania,np.podczas oceny wiarygodności świadków oraz prawdziwości ich zeznań.

Muzyka łagodzi obyczaje?Nie tylko.Uśmierza także ból u chorych na raka

Muzykoterapia pomaga łagodzić dolegliwości bólowe,a także zmniejszać lęk i zmęczenie u pacjentów cierpiących na nowotwory.Naukowcy z Drexel University w Filadelfii(USA)przyjrzeli się wynikom 52 badań,w których wzięło udział 3731 osób ze zdiagnozowanym nowotworem.W przypadku 23 analiz pacjenci brali udział w spersonalizowanych sesjach muzykoterapii,a 29 prac koncentrowało się na badaniu wpływu nagrań muzycznych wręczanych pacjentom przez lekarzy lub pielęgniarki.Po porównaniu wyników badacze ustalili,że wszystkie rodzaje terapii wykorzystującej muzykę redukowały u pacjentów objawy lękowe oraz w dużym stopniu wpływały na zmniejszenie stopnia odczuwanego bólu(określanego przez pacjentów w kwestionariuszach).Nieco mniejszy,ale zauważalny wpływ muzykoterapia miała na poziom odczuwanego zmęczenia,a także obniżenie ciśnienia tętniczego."Te wyniki sugerują,że słuchanie muzyki może nie tylko poprawić jakość życia pacjentów,ale także zmniejszyć potrzebę sięgania po środki przeciwbólowe oraz być może skrócić czas regeneracji i czas hospitalizacji.Mamy nadzieję,że zachęci to pracowników służby zdrowia do zalecania muzykoterapii pacjentom chorym na raka"komentuje autorka badań dr Joke Bradt.
 

Nowa broń do walki z rakiem.Naukowcy wysyłają bakterie do walki z nowotworami

Czy bakterie da się wytresować?Na pewno można wykorzystać ich właściwości do Naszych celów,na przykład jako nanoroboty,które bezpośrednio przeniosą odpowiednią substancję do komórek rakowych.W największym uproszczeniu działa to jak naprowadzany pocisk,albo komandos przekradający się z ładunkiem wybuchowym za linie przeciwnika.Wrażliwe na pole magnetyczne bakterie jako nośniki leku w chemioterapii,trafiające bezpośrednio do komórek rakowych prace nad taką metodą chemioterapii prowadzą kanadyjscy uczeni z Montrealu.Efekty swoich prac badacze z Politechniki w Montrealu,Uniwersytetu Montrealskiego i Uniwersytetu McGill(Montreal)opisali w raporcie właśnie opublikowanym w prestiżowym„Nature Nanotechnology”.Metoda, testowana na myszach,wykorzystuje naturalne właściwości szczepu bakterii,żyjących w ubogich w tlen wodach w okolicy Rhode Island.Bakterie Magnetococcus Marinus MC-1 po pierwsze mają rodzaj własnego„kompasu”z tlenku żelaza i w przemieszczaniu się w wodzie wykorzystują swoją wrażliwość na pole magnetyczne.Po drugie,bakterie te mają naturalną zdolność kierowania się w rejony o niższej zawartości tlenu.Po trzecie,bakterie Magnetococcus Marinus MC-1 potrafią się same przemieszczać za pomocą posiadanych wici a więc nie przesuwają się tylko tam,gdzie poniesie je prąd morski.Badaczy inspirowały nie tylko właściwości wyczuwania pola magnetycznego u bakterii.Także znana naukowcom obserwacja,że najbardziej oporne na terapie miejsca w guzach rakowych to te,gdzie jest niska zawartość tlenu.Jak wskazuje opisany eksperyment,wrażliwe na pole magnetyczne i brak tlenu bakterie o średnicy 1-2 mikronów,obudowane lekiem,można wstrzyknąć w odpowiednie miejsce organizmu,nakierować je sztucznie wytworzonym polem magnetycznym,wykorzystać ich naturalną skłonność do poszukiwania miejsc o niskiej zawartości tlenu i zdolność do samodzielnego przemieszczania się w płynnym środowisku.W dodatku,jak napisali naukowcy,„żywe komórki MC-1,z ich istotnym potencjałem terapeutycznym jako nośnika leku,są klinicznie bezpieczne”.Jak wykazano w eksperymencie,Magnetococcus Marinus był w stanie żyć w organizmie myszy tylko ok.30 minut,prawdopodobnie ze względu na wysoką dla bakterii temperaturę.Oznacza to,że bakteria dostarcza lek i ginie.
 

9 paź 2017

„Naprawdę zmienił świat na lepsze"mówią o nim inni naukowcy.Zmarł pogromca ospy

19 sierpnia w hospicjum w Towson w wieku 87 lat zmarł dr Donald Henderson,amerykański lekarz i epidemiolog,który przeprowadził skuteczną kampanię prowadząca do całkowitego wyeliminowania ospy jednej z najgroźniejszych chorób zakaźnych.Tylko w XX wieku ospa prawdziwa(Variola vera)zabiła setki milionów ludzi.Umierała co trzecia zakażona osoba,a u tych,którzy przeżyli,pozostawały na twarzy ślady po ospowej wysypce.Ospą można się było zakazić od chorego człowieka drogą kropelkową lub przez bezpośredni kontakt ze zmianami na skórze,wydzieliną z pęcherzyków,bielizną pościelową i osobistą,czy sprzętem medycznym.Leczenie było tylko objawowe,ale szczepionka działała nawet wtedy,gdy podano ją tuż po zakażeniu(zanim pojawiła się gorączka).Masowe szczepienia i poprawa stanu zdrowa społeczeństw uwolniły od ospy Europę i Amerykę.W roku 1966 Światowa Organizacja Zdrowia(WHO)wyznaczyła Hendersona do kierowania działaniami mającymi doprowadzić do całkowitego wyeliminowania(eradykacji)ospy.W owym czasie występowała ona jeszcze w Azji i Afryce.Zamiast stosować masowe szczepienia,Henderson skoncentrował się na izolowaniu epidemii choroby i szczepieniu ludzi w dotkniętej nią okolicy.Całkowite wyeliminowanie ospy kosztowało 300 milionów dolarów amerykańskich.W latach 1966-1980 pracowało nad nim 200000 osób z 70 krajów.Wykorzystano 2,4 miliona dawek szczepionki.Akcję szczepień zwłaszcza w Azji utrudniały wojny i monsuny,jednak udało się ją przeprowadzić.W roku 1980 oficjalnie ogłoszono eradykację ospy była to pierwsza choroba,którą udało się wyeliminować w skali globalnej.Po zakończeniu współpracy z WHO Henderson był między innymi doradcą do spraw nauki i bioterroryzmu trzech amerykańskich prezydentów.Henderson„naprawdę zmienił świat na lepsze"powiedział składając mu hołd Tom Inglesby,dyrektor University of Pittsburgh Medical Center for Health Security.
 

To nie jest rafa koralowa.To wrak niemieckiej łodzi podwodnej.Zobacz go na dnie morza

SM UC-30 to nazwa niemieckiej łodzi podwodnej używanej podczas pierwszej wojny światowej.Nurkowie zbadali leżący na dnie morza wrak okrętu.Zadaniem SM UC-30 było polowanie na statki i zatapianie ich za pomocą min oraz torped.Podczas swoich pięciu misji okręt podwodny zatapiał jednostki brytyjskie,norweskie oraz jedną argentyńską.Swoją pierwszą misję rozpoczął 27 lipca 1916 roku.Rok później,w kwietniu,zostanie zatopiony,najprawdopodobniej w wyniku kolizji z miną,u wybrzeży Danii.Jego wrak odkryto w tym roku,po badaniach specjalnym multisonarem firma JD-Contractor A/S,badająca dno morza,wykonała model 3D obiektu.Potem przyszedł czas na zejście pod wodę i eksplorację wraku.Badanie takiego obiektu trzeba przeprowadzać wyjątkowo ostrożnie.Według informacji podwodnych archeologów na pokładzie u-bota wciąż znajduje się 18 min oraz 6 torped.
Kim był kapitan zatopionego okrętu?
W 1917 roku na duńskim brzegu niedaleko parafii Sønder Nissum morze wyrzuciło na brzeg ciało około 30-letniego mężczyzny ubranego w oficerski mundur cesarskiej floty Niemiec.Proboszcz parafii,nie znając się na insygniach wojskowych,założył,że jest to ciało lotnika,którego samolot został zestrzelony nad morzem i pochował jego ciało.Niedługo później niemiecka dyplomacja poinformowała lokalne władze kościelne,że najprawdopodobniej jest to ciało kapitana okrętu SM UC-30,Heinricha Stenzlera.Ciało zostało ekshumowane i przewiezione do rodzinnego dla kapitana Stralsund i tam pochowane.Proboszcz parafii w Danii otrzymał list od matki oraz wdowy po kapitanie.Z listu dowiedział się między innymi tego,że żołnierz był synem byłego burmistrza miasteczka,który nazywał się Max Israël.Matka,z domu nazywała się natomiast Wellsmann.Heinrich dopiero jako dorosły człowiek przyjął nazwisko Stenzler.

Odkryto nową cząsteczkę.To pomost między materią i antymaterią

Jeżeli teorie naukowców się potwierdzą możliwe,że odkrycie to doprowadzi do tego by w warunkach laboratoryjnych uzyskać cząstkę antymaterii.Nieznana wcześniej cząstka,którą zaobserwowali naukowcy węgierscy,może przenosić oddziaływania między materią widzialną i ciemną materią.Istnienie tej nowej cząstki wymaga jednak potwierdzenia w kolejnych eksperymentach ocenia zespół fizyków teoretyków,wśród których znalazł się polski naukowiec.O zaobserwowaniu nowej,całkiem nieznanej cząstki,34 razy cięższej niż elektron,poinformował na początku roku węgierski zespół,którym kierował Attila Krasznahorkay.Dane z tego eksperymentu wzięli na warsztat badacze pod kierunkiem dr.Jonathana Fenga z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine(UCI)w tym również Polak,dr Bartosz Fornal.Z analiz przeprowadzonych przez zespół z Kalifornii wynika,że nowa cząstka tzw.protofobiczny bozon X być może pośredniczy w piątym,nieznanym wcześniej oddziaływaniu fundamentalnym.Dotychczas znane są cztery oddziaływania fundamentalne:grawitacyjne,elektromagnetyczne,silne oraz słabe.Piąty rodzaj oddziaływania mógłby być tym,co łączy materię widzialną z ciemną materią.A znalezienie takiego łącznika mogłoby być w fizyce przełomem.Na razie bowiem o ciemnej materii wiadomo niewiele,m.in.to,że stanowi ona ponad 25 proc.masy wszechświata(podczas gdy materia,z której jesteśmy zbudowani,tylko ok.5 proc.) i,że tworzy ona niewidzialne halo wokół galaktyk.
Ciemna materio!Łap Naszą piłkę!
Aby świat działał tak,jak działa,konieczne jest nie tylko istnienie cząstek materii,czyli fermionów(to m.in.kwarki,elektrony czy neutrina),ale również istnienie bozonów cząstek,które pośredniczą w oddziaływaniach między fermionami.Bozonami są m.in.fotony,gluony czy bozony Z i W."Wyobraźmy sobie,że cząstki materii to łódki na jeziorze.Żeby mogły ze sobą oddziaływać,konieczne jest coś,co umożliwi im komunikację.Jeśli ktoś z jednej łódki rzuci piłkę do osoby w drugiej łódce,a tamta osoba ją złapie,obie łódki zmienią swoje trajektorie.Bozony działają trochę jak takie piłki"tłumaczy dr Bartosz Fornal."Badany przez Nas na gruncie teorii bozon,jeżeli rzeczywiście istnieje,byłby takim rodzajem piłki,którą można przerzucić między łódką,jaką jest kwark,a łódką odpowiadającą cząstce ciemnej materii.Ten bozon jak Nam się na razie wydaje w oparciu o skonstruowany model teoretyczny mógłby być jedynym możliwym sposobem,poza grawitacją,w jaki ciemna materia komunikuje się z Naszym światem"porównuje naukowiec.I dodaje:"Kto wie,jeżeli zaproponowane oddziaływanie istnieje,być może można by je użyć,żeby wyprodukować w laboratorium cząstkę ciemnej materii?"Badania zespołu z UCI rzucają zupełnie nowe światło na eksperyment zespołu Krasznahorkaya Węgrzy zupełnie inaczej interpretowali uzyskane przez siebie wyniki podejrzewali,że zaobserwowana cząstka może być ciemnym fotonem lub bozonem Z'."My pokazaliśmy,że jest to mało prawdopodobne i,że w grę wchodzić może właśnie bozon X"mówi dr Fornal.Nowy bozon ma masę 17 MeV(megaelektronowoltów).Dostał określenie"protofobiczny",bo oddziałuje z neutronami,ale już nie z protonami.A to w świecie cząstek coś zupełnie nowego.
Nauczeni doświadczeniem
Naukowiec podkreśla jednak,że istnienie tej nowej cząstki na razie nie jest jeszcze przesądzone.Musi się to wyjaśnić w kolejnych eksperymentach."To niemal pewne,że to,co zaobserwowano w eksperymencie grupy z Węgier,to nie jest statystyczna fluktuacja"opowiada naukowiec(poziom istotności w badaniu wyniósł prawie 7 sigma,a do ogłoszenia odkrycia wystarczyłoby 5 sigma).Wciąż jednak nie jest wykluczone,że do wyniku doprowadził jakiś błąd w eksperymencie.Może się też jeszcze okazać,że wynik eksperymentu związany jest z jakimś nieznanym jeszcze efektem fizyki jądrowej.Na szczęście badania,które ostatecznie pokażą czy cząstka istnieje,są stosunkowo łatwe do przeprowadzenia i chce je szybko wykonać wiele grup badawczych z całego świata."Eksperyment grupy z Węgier można powtórzyć za nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy dolarów"szacuje dr Fornal.Fizyk wyjaśnia,że w węgierskim eksperymencie przygotowano metalową tarczę z litu 7.Bombardowano ją wiązką protonów przyspieszaną w niewielkim akceleratorze.W czasie takich zderzeń tworzą się wzbudzone jądra berylu 8 podczas rozpadu tych jąder powstawać może niekiedy niestabilna cząstka,która rozpada się na elektron i jego antycząstkę pozyton.Detektory wokół tarczy rejestrowały właśnie takie pary elektron-pozyton.Na wykresie ilości rozpadów w zależności od energii tworzonej pary e+e- pojawiła się"górka"przy masie 17 MeV,co wskazywać może właśnie na istnienie cząstki nieprzewidzianej przez teorię.Dr Fornal przyznaje,że praca Węgrów chociaż była udostępniona jeszcze przed publikacją nie od początku była zauważona przez fizyków cząstek i mogłaby przejść bez echa."Muszę przyznać,że przypadkowo natknąłem się na tę publikację w czasie wyjazdu do Krakowa na święta.Szukałem artykułów na zupełnie inny temat,ale w ręce wpadły mi te badania.To było coś zupełnie nowego.Kiedy więc wróciłem na Uniwersytet Kalifornijski,pokazałem artykuł kolegom z mojego zespołu.I szybko zajęliśmy się tym tematem.To jeden z tych przypadków we współczesnej fizyce cząstek,kiedy to eksperyment dał impuls do rozwoju teorii.Bardzo często bywa odwrotnie"kończy dr Fornal.Dr Bartosz Fornal studia skończył na Uniwersytecie Jagiellońskim,doktorat zrobił w CalTechu(California Institute of Technology).Na Uniwersytecie Kalifornijskim fizyk odbywa staż podoktorski.

Jak przetrwać w oderwaniu od cywilizacji na obcej planecie?Oni to sprawdzili

Gry w kości,tańce i wirtualne obiady w gronie rodzinnym pomogły sześciu członkom projektu HI-SEAS poradzić sobie z odcięciem od świata na stokach wulkanu.MAUNA LOA,HAWAJE Sheyna Gifford nabiera w dłoń kawałek czerwonawej skały wulkanicznej,zanurza w niej nos i bierze długi,głęboki oddech.Jejku mówi.Nie ma drugiej takiej planety jak dom.Gifford,która z zawodu jest lekarką i dziennikarką,właśnie ukończyła trwającą rok symulację misji na Marsie,w ramach której ona i pięcioro innych członków załogi musieli mieszkać w dwupiętrowej kopule na wysokości 2500 m na zboczu wulkanu Mauna Loa.To czwarty etap projektu HI-SEAS(ang.Hawaii Space Exploration Analog and Simulation).W niedzielę 28 sierpnia załoga po raz pierwszy od zeszłego sierpnia opuściła obszar ziemskiego Marsa bez skafandrów.Przez 365 i pół dnia wszystko robili wspólnie pracowali,mieszkali,gotowali,siedzieli skuleni i trzęśli się w niemiłosiernie chłodne dni.Żadnych odwiedzin przyjaciół,telefonów do rodziny,mogli polegać tylko i wyłącznie na sobie.Gifford podnosi rękę przy rześkim,górskim wietrze,by poczuć jego powiew.Wspaniałe uczucie mówi.Obecnie National Geographic Channel jest w trakcie realizacji serii pt.MARS to ogólnoświatowa seria dokumentalna,której premiera odbędzie się w listopadzie.Dołącz do podróży na MakeMarsHome.com.To był długi rok spędzony w ciągłym zamknięciu,a powrót do świata oznacza nie tylko zmaganie się z najazdem reporterów,ale również radzenie sobie z całą masą zwykle monotonnych wrażeń,które nagle nabierają głębszego znaczenia.Do nich należy przede wszystkim świeże powietrze.Pachnie jak moje wspomnienie oceanu.Teraz powstaje pytanie,na ile precyzyjne są te wspomnienia.Pamięć jest bardzo zawodna.Jedyny sposób na przekonanie się,czy mam rację,jest znaleźć się tam w tym momencie.Chodźmy mówi Gifford.Po czym spogląda w stronę stołów,gdzie jej koledzy„lawanauci”rozkoszują się pierwszym świeżym owocem i przynajmniej jedną pizzą rocznie.Oni jedzą,a ja wącham ziemię dodaje z uśmiechem.
Eksperyment społeczny
Ta misja to również najdłuższy okres czasu spędzony przez załogę na hawajskiej wersji Marsa na Ziemi.Wcześniejsze symulacje w ramach badań finansowanych przez NASA,prowadzonych przez University of Hawaii w Manoa,trwały cztery lub osiem miesięcy.Kolejne misje,zapowiedziane na lata 2017 i 2018,potrwają osiem miesięcy każda.Za każdym razem naukowcy wybierają sześcioosobową załogę,która musi przetrwać w nieocieplonej,napędzanej energią słoneczną kopule wyposażonej we wszystkie luksusy(bądź ich brak),jakie można spotkać w prawdziwym międzyplanetarnym środowisku.Załoga mogła korzystać z takich udogodnień jak toalety kompostujące,liofilizowane mięso i ograniczony zapas produktów medycznych(całe szczęście obyło się bez poważniejszych urazów).Członkowie żyli z 20-minutowym opóźnieniem w stosunku do ludzi spoza kopuły i mieli do dyspozycji pokoje mniejsze niż szafki w pobliskich kurortach.Dostępne formy rozrywki to ekscytujące rundy gry Yahtzee i trochę nieśmiałych tańców w rytmie salsy.Członkowie załogi polecali zabranie ze sobą czytnika Kindle i ukulele,by wspomóc się w walce z nudą.Misja nie jest w stanie w pełni symulować pobytu na Marsie przede wszystkim nie da się tego osiągnąć ze względu na grawitację na Ziemi.Jeżeli jesteś jedną z tych osób,które nie potrafią do końca sobie tego wyobrazić,które wiedzą,że jest powietrze w korku powietrznym,które z z radością wyjdą przez te drzwi prawdopodobnie nie jesteś typem osoby,która chciałaby wziąć udział w takiej misji tłumaczy Andrzej Stewart,dyrektor techniczny misji.Musisz trochę przestać niedowierzać,by naprawdę tego doświadczyć.Jednak takie projekty jak HI-SEAS mogą pomóc naukowcom zobaczyć,jak małe grupy pracują ze sobą w trakcie podróży w kosmos.Co sprawia,że załoga jest wyjątkowo skuteczna?Kiedy i dlaczego sytuacja ulega załamaniu?Jakie są efekty psychologiczne pozostawania w izolacji od znajomych i rodziny?W jaki sposób można trenować członków załogi,by dobrze znosili stresujące środowiska?